Wysokie zyski to zawsze duże ryzyko inwestycyjne
 Oceń wpis
   

Od sierpnia 2012 roku Polska żyje aferą Amber Gold. Tysiące Polaków straciło oszczędności życia skutki działania spółki Marcina P. liczone są w setkach milionów złotych. Inwestując pieniądze, zawsze trzeba brać pod uwagę ryzyko. Bezpieczne zyski to najczęściej małe zyski. Jeśli osoba fizyczna bądź firma kusi zyskami znacznie przekraczającymi średnią rynkową, trzeba uważnie przyjrzeć się, jakim ryzykiem obarczona jest dana inwestycja.


Im wyższy potencjalny zysk, tym większe ryzyko jest to niezawodne prawo ekonomii.

Co prawda czasami np. w okresie trwającej wiele miesięcy hossy inwestorzy osiągają krociowe zyski pozornie nic nie ryzykując, ale w momencie odwrócenia trendu straty są olbrzymie.


Firma Amber Gold zręcznie wykreowała swój produkt czyli pseudolokaty na obserwowanych przez inwestorów zwyżkach na rynku złota. Nieświadomie przyczyniła się do umocnienia wiary w lokaty zabezpieczone złotem większość analityków, przekonując że w czasach kryzysu złoto jest najbezpieczniejszą lokatą kapitału, że może tylko iść w górę, i że warto w złoto inwestować. Polacy przekonani, że na złocie nie można stracić, ulegli pokusie zarobienia na trendzie rynkowym bez konieczności osobistego angażowania się w kupno złotych sztabek czy inwestowaniu w wyspecjalizowane w złocie fundusze. W dodatku tylko niektórzy analitycy rynku zwracali uwagę, że samo założenie iż hossa na rynku złota nigdy (a w każdym razie nieprędko) się skończy, jest nie do końca prawdziwe. Złoto drożało od 2000 roku: stopa zwrotu z tej inwestycji w najgorszych latach dla rynku złota wynosiła od 2,5 do 6,5 proc., ale w innych sięgała nawet 30 proc. Można powiedzieć: zysk i to bardzo wysoki i ani śladu ryzyka. Parabanki wykorzystały więc sytuację na rynku złota, by zwabić klientów i uśpić ich czujność. Amber Gold nie był jedyną, ani pierwszą firmą tego typu.


Abstrahując od kryminalnego wymiaru afery Amber Gold warto podkreślić, że również inne inwestycje w produkty mogące przynieść potencjalnie wysokie zyski są obarczone ryzykiem.

Przykładem mogą być akcje. Co prawda, na rynku giełdowym duża część inwestorów to profesjonaliści, ale ciągle nie brakuje nowicjuszy, których kuszą dynamicznie zmieniające się kursy akcji. Oczywiście głównie dynamicznie zmieniające się w górę. Choć zmiany po kilkaset procent wartości w skali roku dotyczą głównie małych spółek, również największe firmy notowane na GPW potrafią zaskoczyć: kurs akcji KGHM w ciągu roku potrafi wzrosnąć niemal o 350 proc. (2009 rok). A inwestycję w akcje polskiego potentata miedziowego trudno uznać za ryzykowną.


Inwestorzy liczący się z ryzykiem, ale chcący osiągać ponadprzeciętne zyski powinni zainteresować się rynkiem obligacji, prowadzonym przez GPW. Można tam obracać papierami skarbowymi albo komunalnymi, a także obligacjami emitowanymi przez firmy. Te ostatnie pozwalają zarobić nawet kilkanaście procent ale trzeba uważać na branżę. Firmy budowlane w ostatnim czasie są inwestycją mocno ryzykowną (ale też oferują największe zyski na swoich obligacjach).

Komentarze (0)
Fundusze mieszane na dużym minusie
 Oceń wpis
   

Aktywa funduszy mieszanych zmniejszyły się w ciągu ostatnich pięciu lat o ponad 60 proc. – czyli o 33,4 mld zł. To rekord, do którego nie zbliżyła się żadna inna grupa funduszy.

Przed pięcioma laty co druga złotówka, lokowana poprzez fundusze inwestycyjne trafiała właśnie do funduszy mieszanych. W tej chwili trafia tam co piąta. Tymczasem wartość aktywów netto na początku 2012 roku jest prawie taka sama jak na początku 2007 roku – 106,9 mld złotych w porównaniu z 106,85 mld zł.

Pod koniec stycznia 2007 roku, na kilka miesięcy przed szczytem hossy, trwającej od kilku lat, fundusze mieszane (m.in. stabilnego wzrostu i zrównoważone) zarządzały kwotą niemal 55 mld złotych. Ich udział w rynku przekraczał więc 51 proc. Dla porównania fundusze akcji miały nieco ponad 22 proc. udziału w rynku, zaś obligacji – niecałe 10 proc.

Do dziś aktywa funduszy mieszanych zmniejszyły się o 33,4 mld złotych. Fundusze mieszane mają w tej chwili mniej udziałów w rynku niż ryzykowne fundusze akcji.

Jeszcze bardziej widoczny niekorzystny dla funduszy mieszanych trend widać na podstawie analiz bilansów wpłat i umorzeń. W przypadku funduszy mieszanych przewaga umorzeń nad nabyciami wynosiła prawie 22 mld złotych. W przypadku funduszy ochrony kapitału, drugiej grupy która odnotowała ujemny bilans wynik zamknął się kwotą 1,3 mld zł. W tym samym czasie saldo wpłat i umorzeń dla wszystkich funduszy zamknęło się kwotą In plus 19,6 mld zł, z czego najwięcej – 15,4 mld zł przypadło na fundusze akcji.  

Dlaczego Polacy stracili zainteresowanie funduszami mieszanymi? Analitycy przypuszczają, że kluczowe znaczenie miała tu psychologia początkujących inwestorów. Po krachu 2008 roku jednostki uczestnictwa w funduszach mieszanych zostały przekonwertowane na jednostki funduszy znacznie bezpieczniejszych. Jednak straty inwestorów były ogromne: ponad 31 proc. w przypadku funduszy mieszanych, podczas gdy agresywne fundusze akcji zanotowały stratę 50 proc. Inwestorzy, którzy powierzali pieniądze funduszom mieszanym wierząc w ich bezpieczeństwo, „stracili serce” do tego typu inwestycji, i albo inwestują w fundusze rzeczywiście bezpieczne, lub ryzykując kupują jednostki uczestnictwa fundusze akcji.

Fundusze mieszane, zdaniem wielu doradców finansowych, są drogim i w sumie nieopłacalnym rozwiązaniem. Inwestują w akcje i obligacje, jednocześnie pobierając słone – na pewno w porównaniu ze stopą zwrotu – opłaty za zarządzanie. Taniej, według specjalistów, wychodzi kupowanie jednostek funduszy akcji i funduszy obligacji, w ustalonych przez siebie proporcjach, uzależnionych od skłonności do ryzyka.

Warto również podkreślić, że w krajach rozwiniętych – w Zachodniej Europie czy też na rynku amerykańskim fundusze mieszane stanowią od kilku (USA, 7 proc.) do kilkunastu procent rynku. Zmiany w Polsce świadczą, że rynek kapitałowy w naszym kraju dojrzewa i stabilizuje się. Analitycy przewidują, że udział funduszy mieszanych będzie nadal malał, choć zapewne już w nie tak spektakularnym tempie.

Kantory internetowe to dobry sposób na tanie franki
 Oceń wpis
   

Sto tysięcy kredytobiorców korzysta już z możliwości spłacania kredytów w walucie, w której zostały zaciągnięte. Przepisy antyspreadowe przyniosły jeszcze jeden efekt – jak grzyby po deszczu wyrastają kantory internetowe, w których kredytobiorcy mogą dużo taniej wymieniać franki i euro.

Spready, które stosują kantory wymieniające walutę online, są naprawdę bardzo atrakcyjne – w przypadku franka szwajcarskiego można znaleźć kantor nawet z 1 groszowym spreadem (choć zwykle wynosi on kilka groszy). Tymczasem banki proponują spready – przeciętnie – na poziomie 21 groszy.

W tej chwili na rynku działa przynajmniej kilkanaście kantorów internetowych. Rośnie konkurencja. To znaczy, że rośnie również jakość świadczonych usług. Nie można jednak tracić czujności, wybierając platformę do wymiany walut. Im więcej kantorów na rynku, im bardziej zacięta walka o klienta (której wynikiem są m.in. jednogroszowe spready), tym większe ryzyko, że pewnego dnia dobrze funkcjonujący – pozornie – kantor przestanie istnieć, bo nie będzie miał wystarczająco dużo klientów.

Eksperci uważają jednak, że w najbliższym czasie sytuacja na rynku będzie raczej sprzyjać już istniejącym, a być może nawet nowym firmom świadczącym usługi tego typu. Zdecydowana większość kredytobiorców zadłużonych w euro czy też – zwłaszcza – mających kredyt hipoteczny w chf, nadal spłaca kredyty w sposób tradycyjny. Zapewne jednak przełamią swoją niechęć czy brak zaufania do kantorów internetowych, słuchając czy czytając o pozytywnych doświadczeniach innych kredytobiorców.

Najbardziej przekonujący argument to oczywiście pieniądze. Jeśli spłacamy ratę w wysokości 500 franków i korzystamy z kantorów internetowych, a nasz bank kredytodawca oferuje maksymalny spread (w tej chwili ok. 30 groszy) – oszczędność wynosi ok. 80 zł. Nawet w bardziej przyjaznych bankach możemy oszczędzić co miesiąc do 50 zł, kupując tanie franki szwajcarskie (chf) w kantorach internetowych.

Korzystanie z platform internetowych nie jest trudne. Można powiedzieć, że najbardziej skomplikowana część procedury to podpisanie w banku aneksu do umowy, który pozwoli na spłatę kredytu w walucie. W niektórych bankach formalności jest więcej, niż w innych. Jeśli już taki aneks mamy, i wybierzemy kantor, który ma konto w naszym banku (to ważne, bo unikamy opłat za przelewy), spłacanie kredytu zajmie dosłownie kilka minut. Uwaga! Większość kantorów ma konta w wielu bankach. Pieniądze wędrują między kontami niemal w czasie rzeczywistym, i to zupełnie bezpłatnie.

Komentarze (2)
1 | 2 | 3 | 4 | 5 | 6 | 7 | 8 |
Najnowsze komentarze
2014-01-15 22:39
Grigiriiii:
Kantory internetowe to dobry sposób na tanie franki
Autor ma rację ja też się bałem kantorów internetowych a teraz dużo oszczędzam wymieniając CHF[...]
2013-10-04 18:54
taki:
PKO BP - Karty kredytowe
mega blog
2013-09-22 20:41
prezentnachrzest:
PKO BP - Karty kredytowe
fajny blog ;)